Co jest na zdjęciu?

Warszawa, 2016

 

Zapraszam do lektury tekstu autorstwa Bartłomieja Matłosza, dla którego pretekstem była moja wystawa „Obecność”. 

 –„Co jest na tym niebieskim zdjęciu?”

– „Woda, po prostu woda.”

– „Tak myślałem… Ale spienione morze…”

– „Nie, to rzeka…”

rozmowa z autorem zasłyszana na wystawie fotograficznej

 

Trudno jest usłyszeć dźwięki języka, który rozumiemy. Wypowiadając słowa od razu automatycznie nadajemy im znaczenie. Natychmiast tworzymy w mózgu obrazy i zapominamy o samym dźwięku. Wypowiadając słowo „krzesło”, nie zauważamy na co dzień, jak twardo ono brzmi. Kiedy mówimy „fotel”, znów mamy natychmiast w umyśle obraz przedmiotu i nie zastanawiamy się, jak bardzo brzmienie to pasuje do przedmiotu. Próba wsłuchania się w same dźwięki słów w języku nam znajomym okazuje się bardzo trudna lub wręcz niemożliwa. Od razu odruchowo i machinalnie zaczynamy rozpoznawać treść.

Podobnie jest z fotografią. Na zdjęciach prezentowanych w ramach „Obecności” widzimy poduszki, okna, folię aluminiową, wodę… Tymczasem ich tam nie ma. Nie można wtulić się w poduszkę, nie można wyjrzeć za okno. Nawet patrząc na fotografię abstrakcyjną, często próbujemy zgadnąć co przedstawia, odnaleźć kształty podobne do znajomych przedmiotów. Kiedy jednak uda się oderwać od znaczeń figuratywnych, zaczyna się wyłaniać zupełnie inny świat. Nie tylko świat nowych linii i kształtów, ale również naszych reakcji na nie. Nagle może okazać się, że kilka pozornie banalnych kształtów potrafi wywołać mimowolny uśmiech na twarzy, a kilka plam na zdjęciu spowoduje poruszenie lub niepokój…

 


Bartłomiej Matłosz